23 i pół godziny
23 i pół godziny – recenzja, Ewelina Agnieszka Kowalczyk, terazteatr.pl, 2.03.2026r.
Czasem po wizycie w teatrze coś w nas zostaje. Nie zawsze tak jest, jednak tym razem wychodzę z burzą myśli. Moja towarzyszka co chwila powtarza, że nie może się otrząsnąć, że dawno nie płakała na spektaklu, że aktorstwo jest rewelacyjne. Ze wszystkim się zgadzam. Może pora wyjawić, co i gdzie nas tak poruszyło. - o wizycie w Teatrze Współczesnym pisze Ewelina Agnieszka Kowalczyk.
„23 i pół godziny” w reżyserii Jarosława Tumidajskiego, to najnowsza propozycja repertuarowa Teatru Współczesnego. Myślę, że to kolejna perełka w koronie tego teatru. Współczesny, jako warszawski teatr, nie boi się podejmować artystycznie ważnych tematów, które rozgrzewają widzki i widzów do rozmów.
„23 i pół godziny” wcale nie wskazuje w początkowych scenach na istotę wagi problemu. Pierwsza scena sugeruje nam, że będzie to lekka, przyjemna obyczajówka. Widz zostaje więc wyprowadzony w pole – na szczęście na krótko, bowiem już za chwilę wkraczamy na właściwe tory i wiemy, z czym przyjdzie nam jako widzom zmierzyć się tego wieczoru. Co przyjdzie nam obserwować.
Problem domniemanej winy, kary oraz relacji rodzinno-przyjacielskich w sytuacji człowieka, który opuszcza więzienie.
Dramat doskonale portretuje ludzi w postawionej przez autorkę sytuacji. Problem domniemanego wykorzystania seksualnego nastolatki – z tym muszą zmierzyć się wszyscy bohaterowie, nie tylko ten, któremu postawiono zarzut.
Mamy tu przekrój przeróżnych postaw, emocji i wyrażanych opinii. Aktorzy i aktorki mają co grać, mają czym żonglować. Mogą śmiało pokazać swoje możliwości. Wszyscy są świetni!
Na początku wyróżnię debiutanta Jana Scerdina, który świetnie ukazuje nam zbuntowanego nastolatka, który od czasu do czasu, a może nawet notorycznie, lubi sięgnąć po trawkę. Ten młody aktor, jeszcze studiujący, doskonale pokazuje postać Nicka.
Dąbrowska również w swojej roli potrafi zatrzymać na sobie uwagę widza. Ma trudne, zmienne emocje do odegrania i robi to zjawiskowo – w jednej scenie jest czuła, w innej wkurzona, w jeszcze innej roztrzęsiona i płacze. Emocjonalny rollercoaster, a ona świetnie się w nim odnajduje.
Teatr Współczesny ciekawie buduje swój repertuar. Idąc tam, nie ma się poczucia, że czas był stracony. Myśli pozostają w nieustannej koncentracji na tym, co dzieje się na scenie. Mogę życzyć sobie – jak i wam – więcej możliwości uczestnictwa w tak zajmujących spektaklach, gdzie szala wagi jest równa: poziom aktorstwa równa się zajmująca fabuła spektaklu.
