23 i pół godziny
30 minut zwątpienia!, Katarzyna Jakubiak, Dziennik Teatralny , 3.02.2026r.
„23 i pół godziny" - aut. Carey Crim - przekład Bogusława Plisz-Góral - reż. Jarosław Tumidajski - Teatr Współczesny w Warszawie
Czy możemy ufać innym, jak nie zawsze nawet samym sobie? Czy nasze przekonanie, wyobrażenie o kimś jest jego prawdziwym obliczem? I wreszcie, jak społeczny ostracyzm wpływa nie tylko na kogoś, kto został potępiony, ale na jego rodzinę i bliskich? Te wszystkie pytania towarzyszą bohaterom, a także widzom spektaklu „23 i pół godziny", autorstwa Carey Crim, w reżyserii Jarosława Tumidajskiego.
Historia Toma (Szymon Mysłakowski), który jest przykładnym ojcem, mężem i nauczycielem, miłośnikiem teatru, w szczególności Szekspira, właśnie przygotowuje ze swoimi uczniami sztukę Romeo i Julię. Wieczór, który miał być świętem reżyserskim i pedagogiczny Toma, stał się jednocześnie ostatnim normalnym, który spędził w gronie rodziny i przyjaciół. Nagle jego rzeczywistością stały się przesłuchania, proces aż w końcu więzienie.
Kilka lat spędzonych za kratkami zmienia świat nie tylko oskarżonego, ale też jego żony (Katarzyna Dąbrowska) i nastoletniego syna (Maciej Bisiorek PWSFTviT). Próbując sobie poradzić z sytuacją uciekają w substancje, które chociaż na chwilę mają ukoić ich ból. Nie są tej w rozpaczy jednak sami, wspiera ich para przyjaciół, Jayne i Bruce (Monika Pikuła i Szymon Rosiak). Rodzina głównego bohatera i sam osądzony, zmaga się z oskarżeniem najcięższego kalibru, wykorzystaniem małoletniej uczennicy. Proces poszlakowy i słowo przeciwko słowu. Nigdy nie potwierdzona jednoznacznie wina, ale kilka lat wyjętych z życiorysu. Tom wraca z więzienia i...dopiero wtedy zaczyna się piekło.
Nic nie jest już jak dawniej, bliskość z żoną gdzieś umknęła, syn jest nieufny i zbuntowany, a przyjaciele chociaż chcą nadal pomagać, to jednak ziarno niepewności zostało zasiane. Czy mogą zostawić swoje nastoletnie córki w towarzystwie oskarżonego o tak haniebny czyn? Mają wierzyć nastolatce czy przyjacielowi? Żona, która murem stała za nim, sama ma wątpliwości. Te tytułowe 23 i pół godziny wierzy mężowi, ale trzydzieści minut na dobę zadręczają ją pytania, na które nigdy nie uzyska odpowiedzi. Może wierzyć lub nie. A tylko ona zna swojego męża tak dobrze, wie przede wszystkim jak się poznali i wcale jej to nie uspokaja. Walczą jednak o miłość, spokój i zaufanie. Spektakl jest wielowątkowy, a samo oskarżenie jest tu najmniej ważne. O wiele bardziej istotna jest ludzka natura, emocjonalna strona relacji i skrywane uczucia każdej ze stron.
Role prowadzone przez aktorów konsekwentnie, wprowadzają widza w swój świat i podąża się za nimi przez cały czas trwania spektaklu. Nie ma tu miejsca na domysły, wszystko mamy przedstawione wprost. Ale to wprost, wcale nie oznacza płytko, wręcz przeciwnie, czujemy ich napięcie, ból, rozpacz, wątpliwości i nadzieje. Katarzyna Dąbrowska jako Leigh, czyli żona głównego bohatera ukazuje nam postać niezłomną. Matkę, żonę i kobietę, która dla ratowania rodziny jest gotowa na wszystko, której dręczące ją demony nie są w stanie przekreślić szczęśliwych lat z mężem. Ich historia nie jest jednoznaczna i taka zwyczajna, jaką chcieliby przedstawić światu.
Ciężar postaci, granej przez Katarzynę Dąbrowską widzowie czują, utożsamiają się z nią. Jest wzruszająca, słaba, a w tej słabości tak silna i zdeterminowana, że można pozazdrościć, bo niejednemu z nas jej brakuje, nawet jak nie zmaga się z tak skrajnymi doświadczeniami. Każdy gest, mimika, ruch jest wyrazem jej uczuć. Katarzyna Dąbrowska sprawia, że czujemy jej nastoletnie zakochanie, dojrzałą miłość i ten straszny ciężar, który musi unieść. Druga rola kobieca, którą kreuje Monika Pikuła jest równie złożona, musi wybierać między lojalnością wobec przyjaciółki, a zdrowym rozsądkiem, który nakazuje jej podążyć za ogólnym myśleniem społeczeństwa. Wybór trudny, a ona jest w potrzasku i ten potrzask precyzyjnie nam prezentuje aktorka. Zaczynamy myśleć jak ona, zastanawiać się jak ona. Jest realną kobietą, a nie wyimanigowaną postacią.
Monika Pikuła jest w tej roli naprawdę wyśmienita. Bruce Wagner czyli Szymon Rosiak, chyba jako jedyny stwarza wrażenie, że niewinność przyjaciela jest dla niego oczywista. Męska solidarność czy znajomość drugiego mężczyzny? W każdym razie wspiera go i nie poddaje się sugestiom żony. Wróćmy jednak do głównego bohatera, a może nie głównego, ale sprawcy zamieszania. Tom, w którego wciela się Szymon Mysłakowski budzi sympatię, współczucie, zapominamy, że przecież jest oskarżony i skazany za przestępstwo, które budzi odrazę. Czy jest winny?
Nie wiemy, wiemy jednak, że chcemy go zrozumieć i mu wierzyć. Aktor tworzący postać hipnotyzuje głosem, rzadko zdarza się na scenie, aby para głównych bohaterów została wykreowana przez parę aktorów obdarzonych tak nietuzinkowymi głosami jak Katarzyna Dąbrowska i Szymon Mysłakowski. Czy to celowe zamierzenie reżysera czy przypadek w doborze obsady, ale z pewnością jest to dodatkowym atutem tej sztuki. Duże brawa dla Macieja Bisiorka, który dopiero stawia swe pierwsze kroki w profesjonalnym teatrze, a już umie zjednać sobie widza. Jego postać nastoletniego syna mężczyzny oskarżonego o molestowanie nastolatki, wymaga nie tylko dobrego warsztatu, ale też umiejętności kontaktu z widzem. Ten młody aktor ją ma. Buduje relacje nie tylko z aktorami, z którymi gra, ale też z publicznością. To dobrze wróży jego karierze.
Spektakl „23 i pół godziny" porusza bardzo istotne społecznie problemy, ukazuje niejednoznaczność każdej sytuacji i obnaża naszą łatwość do oceniania, nawet jak nie znamy prawdy. Nie wszystko jest zawsze złem, nie wszystko musi być przestępstwem i nie każda ofiara jest ofiarą, a czasem tych ofiar jest aż nadto i wystarczy jeden nieprzemyślany czyn, by życie swoje i innych uczynić piekłem. Z pewnością jest to jedna z tych sztuk, które skłania do refleksji i nie zapomina się bohaterów tuż po opuszczeniu gmachu teatru. Jest to zasługa dobrej obsady, prowadzenia postaci, samej historii. Scenografia autorstwa Katarzyny Kornelii Kowalczyk i kostiumy Krystiana Szymczaka są dopełnieniem całości. Uwagę przykuwa budowanie dramaturgii światłem, za którą odpowiedzialna jest Katarzyna Łuszczyk. Istotnym elementem są muzyczne wstawki, nadające klimat i stanowią łącznik między scenami. Bardzo udany zabieg sceniczny reżysera, Jarosława Tumidajskiego, który jest również autorem opracowania muzycznego.
Carey Crim stworzyła historię uniwersalną, mogącą mieć miejsce w każdym zakątku świata, a jej bohaterowie mogliby być naszymi przyjaciółmi. Ba, mogą być nawet nami, bo my też padamy ofiarami najróżniejszych oskarżeń i pomówień, może nie tak dużego kalibru, ale przecież codziennie zmagamy się oceną innych.
Czy mają prawo nas oceniać nie znając nas ani naszej prawdziwej historii? Nie. Czy zdają sobie sprawę jaką krzywdę mogą wyrządzić? Też nie.
