23 i pół godziny
O zaufaniu i wątpliwościach, Jarosław Hebel, Moja Przestrzeń Kultury, 2.03.2026r.

Z zapartym tchem obejrzałem spektakl „23 i pół godziny” w reż. Jarosława Tumidajskiego. To przedstawienie wciągnęło mnie z narkotyczną siłą z uwagi na doskonałą reżyserię, jak i wspaniałe aktorstwo, jakie na scenie Teatru Współczesnego w Warszawie zaprezentowali: Katarzyna Dąbrowska, Szymon Mysłakowski, Monika Pikuła, Szymon Roszak i student łódzkiej filmówki Maciej Bisiorek. Wszystkim należą się wielkie brawa. Jarosław Tumidajski zaś w mojej opinii potwierdza i jednocześnie ugruntowuje tym spektaklem fenomenalną klasę reżyserską. Konstruuje przestrzeń niepewności, w której osadza postacie szukające zaufania. Szczerze mówiąc – nie znam drugiego tak wspaniałego reżysera, jeżeli nie liczyć Krystyny Jandy (ale to już zupełnie inna bajka) na teatralnym rynku.

Ten spektakl Tumidajskiego jest nieco inny, niż dwa poprzednie („Kim jest pan Schmitt?” i „Gdybym cię nie poznał”), ale porównywalnie znakomity pod każdym względem. Aktorzy bardzo płynnie przechodzą w kolejne fragmenty przedstawienia, odgrywając poszczególne sceny. W centrum dociekliwości reżysera sytuuje się prawda o współczesnym człowieku. W sferze szczegółowej reżyser zadaje pytanie, czy człowiek może ufać drugiej osobie i zarazem mieć wątpliwości co do jej lojalności/ postawy.

Ten spektakl jest o relacjach międzyludzkich – także tych naderwanych, ale przede wszystkim o zaufaniu. Jest też gdzieś w tle o wielkim wpływie mediów społecznościowych na nasze życie i o narkotykach. Autorka sztuki – Carey Crim zadaje pytanie również o to, czym jest pamięć? Czy tylko zbiorem obiektywnych faktów? Czy może jednak wielkim workiem zmiennych, które są przez nas przywoływane w sposób wybiórczy w zależności od stanu emocjonalnego?

Widzimy, jak nauczyciel Tom Hodges (Szymon Mysłakowski), opiekun szkolnego koła teatralnego, świętuje w towarzystwie żony i przyjaciół wystawienie sztuki Szekspira „Romeo i Julia”. Jeden telefon od dyrektorki szkoły wywraca do góry nogami nie tylko jego życie, ale i jego bliskich – żony, syna, przyjaciół, a nawet całej społeczności. Zostaje oskarżony o usiłowanie dokonania gwałtu na jednej z uczennic, osądzony i skazany. Po wyjściu z więzienia już nic nie jest takie samo, jak było wcześniej. Początkowo jest zlękniony, nie ma pracy, ale – jak mogłoby się wydawać – może liczyć na wsparcie żony, chociaż z synem ma trudną relację.

Dorastający syn Nicholas (Maciej Bisiorek) ignoruje go, na co nie bez wpływu pozostają treści publikowane w mediach społecznościowych. Często znika z domu i uzależnia się od substancji psychoaktywnych. Żona Toma (Katarzyna Dąbrowska) z jednej strony stara się wspierać męża, ale z drugiej – w głębi duszy ma wątpliwości.

Z wielkim zainteresowaniem oglądałem spektakl wyreżyserowany przez Tumidajskiego i zadawałem sobie pytania, z którymi pozostałem do końca inscenizacji: Czy bohater grany przez Mysłakowskiego rzeczywiście dokonał tego, o co został oskarżony? Czy można odbudować zaufanie do człowieka, który przyczynił się do jego nadwątlenia? Co najważniejsze – czy można komuś ufać bezgranicznie?

Przyjaciele Toma i Leigh – Bruce Wagner (Szymon Roszak) nie ma wątpliwości, że jego przyjaciel jest niewinny i został niesłusznie oskarżony i skazany, ale jego żona Jayne (Monika Pikuła) prezentuje zupełnie inne zdanie w tej kwestii. Więcej – jest przekonana, że bohaterka grana przez Katarzynę Dąbrowską powinna odejść od oskarżonego o gwałt Toma. Nadwyręża to relacje obu pań i je niszczy.

W końcu widzowie mogli zobaczyć Szymona Mysłakowskiego w głównej roli. Aktor nie tylko ją udźwignął, ale wypadł wprost rewelacyjnie. Widzimy go cieszącego się z sukcesu szkolnego teatru, żeby później zobaczyć człowieka pogrążonego i nieco wycofanego. Na scenie stara się bronić granego przez siebie bohatera i chyba skutecznie mu się to udaje. Próbuje w pełni odzyskać zaufanie, które stracił w oczach żony i bliskich przez robiące z niego seksualnego potwora media. Gdybyśmy się rozejrzeli, takich przypadków znaleźlibyśmy więcej. Na marginesie można przecież przywołać głośną sprawę Tomasza Komendy, który niesłusznie został skazany za dokonanie gwałtu i morderstwa.

Na pochwałę zasługuje Maciej Bisiorek, który świetnie wypadł jako syn Toma i Leigh. To typowy młodzieniec, aż za bardzo wyluzowany, jakich wielu żyje dookoła nas. Słucha głośnej muzyki, spotyka się ze znajomymi i próbuje wszystkiego, co jest zakazane.

Bardzo pozytywnym odkryciem jest dla mnie Szymon Roszak, który pokazał znakomity warsztat aktorski. Szczególnie ujmuje w scenie powrotu z meczu z bohaterem granym przez Mysłakowskiego. Widzimy go pod wpływem alkoholu, który rozwiązuje mu język, ale jednocześnie nie zaciemnia jego umysłu.

Monika Pikuła nie miała problemu, żeby poradzić sobie z wcieleniem się w postać raczej negatywną. Mam wrażenie, że większość społeczeństwa zareagowałaby właśnie tak, jak postać grana przez Pikułę. Jej rozumowanie można by streścić w zdaniu, że skoro ktoś został skazany, to musiał być winny. Jedyne o co się martwi, to o jej dwie córeczki.

Katarzyna Dąbrowska w „23 i pół godziny” prezentuje się jak prawdziwa gwiazda, czym potwierdza wielką klasę. Szczególnie wzruszyła mnie ostatnia scena, w której grana przez nią bohaterka rozkleja się i wyznaje, że zaczyna mieć wątpliwości. Dąbrowska wypadła w niej arcymistrzowsko! Kolejny raz pokazała, że jest aktorką o znakomitym talencie i wielkich możliwościach. Postać, którą odtwarza, jest zbudowana na wewnętrznym napięciu, o czym najpełniej możemy przekonać się w końcówce inscenizacji.

Ten spektakl zaczyna się w taki sposób, jak wiele innych przedstawień się kończy. Uwielbiam teatr skłaniający do refleksji i dyskusji, jaki proponuje widzom Jarosław Tumidajski. Reżyser nie moralizuje i nie narzuca widzom swojego punktu widzenia, jedynie swobodnie prowadząc ich przez akcję inscenizacji i gąszcz emocji. Nie zawahałbym się stwierdzić, że jest to teatr nie tylko inteligentny, ale przede wszystkim intelektualny.

Nie da się nie zauważyć świetnej scenografii, na którą składa się kuchnia, pokój z kanapą, drzwi wejściowe do domu, okno i na górze jeszcze jeden pokój, który jest poza zasięgiem wzroku widzów. Opracowanie muzyczne przygotowane przez reżysera bez wątpienia wpisuje się w ramy oglądanego spektaklu. Dzięki temu, nie zapominając o bardzo dobrej grze aktorskiej, przedstawienie ogląda się jak profesjonalnie zrealizowane klatki filmu zasługującego na Oscara. Tutaj warto pochwalić naturalne poruszanie się aktorów na scenie we właściwym dla danej sytuacji tempie.

Nie dziwi mnie nadkomplet publiczności na widowni Sceny w Baraku. Niektórzy z widzów siedzieli na schodach na poduchach. Zasłużenie aktorzy zostali nagrodzeni przez publiczność brawami na stojąco. Czekam na kolejny spektakl w reżyserii Jarosława Tumidajskiego, którego nazwisko jest marką świetnego teatru.

Deklaracja dostępności