Bracia Lehman
Wielka fuga kapitalizmu, Wiesław Kowalski, TeatrDlaWszystkich.pl, 28.05.2026r.

„Bracia Lehman” w reżyserii Oskara Winiarskiego to spektakl imponujący rozmachem myślenia i jednocześnie zaskakująco intymny. Na niewielkiej scenie Baraku Teatru Współczesnego twórcy próbują zmieścić niemal dwa stulecia historii — od połowy XIX wieku po początek XXI stulecia — a jednak ani przez chwilę przedstawienie nie traci koncentracji na człowieku. To właśnie jest największą siłą tej realizacji: monumentalna opowieść o narodzinach nowoczesnego kapitalizmu pozostaje przede wszystkim historią ludzi uwikłanych w mechanizm wzrostu, sukcesu i nieuchronnego rozpadu.

Dramat Stefano Massiniego — znakomicie przełożony przez Joannę Połeć i opracowany scenicznie na podstawie adaptacji Bena Powera — ma strukturę szczególną. Nie przypomina klasycznie skonstruowanego dramatu psychologicznego. Jest raczej teatralną kroniką, poematem narracyjnym, który rozwija się poprzez rytm, powtórzenia i nieustannie powracające motywy. Winiarski bardzo świadomie wydobywa tę właściwość tekstu. Narracja płynie tu jak muzyczna kompozycja: tempo przyspiesza, za chwilę gwałtownie wyhamowuje, czasem niemal eksploduje emocjonalnie, by po chwili pozostawić widza sam na sam z ciszą i słowem.

Ta precyzja rytmu okazuje się fundamentem całego spektaklu. Reżyser unika publicystycznej dosłowności i nie zamienia historii Lehmanów w prostą opowieść o kryzysie finansowym. Interesuje go raczej proces stopniowego oddzielania się świata ekonomii od rzeczywistości materialnej. Początkowo bohaterowie handlują konkretem — tkaniną, bawełną, przedmiotem. Później obracają już głównie zaufaniem, językiem, abstrakcją rynku. Ostatecznie trafiają w rzeczywistość całkowicie odmaterializowaną, opartą na cyfrowym przepływie wartości, którego nikt nie potrafi już kontrolować. Winiarski prowadzi tę ewolucję z niezwykłą konsekwencją, pokazując równocześnie stopniowe rozluźnianie rodzinnych i kulturowych więzi.

Co istotne, spektakl bardzo świadomie unika stereotypowych uproszczeń związanych z żydowską historią rodziny Lehmanów. Twórców interesuje raczej doświadczenie emigracji i asymilacji: droga od religijnego porządku i wspólnotowej tożsamości ku coraz bardziej świeckiemu światu podporządkowanemu logice sukcesu. Dzięki temu „Bracia Lehman” stają się opowieścią nie tyle o „wielkich finansistach”, ile o świecie, który wraz z kolejnymi pokoleniami coraz bardziej oddala się od własnych korzeni

Największe wrażenie robi jednak aktorstwo. Przemysław Kowalski, Mateusz Król i Szymon Roszak tworzą spektakl właściwie własnymi ciałami, głosami i rytmem obecności scenicznej. Każdy z nich wciela się w wiele postaci — od tytułowych braci po członków kolejnych pokoleń rodziny, kobiety, dzieci, pracowników czy ludzi rynku finansowego. Zmiany dokonują się błyskawicznie, niemal na oczach widza, ale nigdy nie są jedynie technicznym popisem. Aktorzy budują role niezwykle precyzyjnie, wydobywając z każdej postaci osobny temperament, sposób mówienia i energię.

To aktorstwo o rzadko spotykanej dziś dyscyplinie zespołowej. Żaden z wykonawców nie próbuje dominować nad pozostałymi; spektakl istnieje dzięki idealnemu współbrzmieniu całej trójki. Szczególnie imponująca jest umiejętność utrzymywania napięcia w długich narracyjnych sekwencjach. Aktorzy nieustannie operują zmianą rytmu, tonu i perspektywy, dzięki czemu wielowątkowa saga zachowuje klarowność i emocjonalną intensywność.

Ogromną rolę odgrywa także strona wizualna przedstawienia. Marek Idzikowski — odpowiedzialny za scenografię, kostiumy i światło — stworzył przestrzeń niezwykle funkcjonalną, a jednocześnie silnie znaczącą. Scena nie jest realistyczną rekonstrukcją miejsc; przypomina raczej przestrzeń pamięci i wyobraźni, w której kolejne epoki pojawiają się i znikają niczym obrazy przywoływane przez narrację. Światło wyznacza rytm zmian, organizuje przestrzeń i precyzyjnie prowadzi uwagę widza.

Bardzo dobrze współpracują z tym projekcje Mateusza Korsaka oraz muzyka Leny Michajłów. Multimedia nie pełnią funkcji dekoracyjnej — raczej dyskretnie poszerzają kontekst opowieści, budując sugestywny portret Nowego Jorku jako miasta nieustannego ruchu, ambicji i ekonomicznego przyspieszenia. Muzyka natomiast subtelnie podkreśla puls spektaklu i jego wewnętrzne napięcia.

Najciekawsze w realizacji Winiarskiego wydaje się jednak to, że spektakl ani przez chwilę nie popada w chłodny intelektualizm. Mimo ogromu historycznego materiału i ekonomicznych kontekstów „Bracia Lehman” pozostają teatrem żywym emocjonalnie. Reżysera interesują nie tylko mechanizmy kapitalizmu, ale również psychologiczna cena uczestnictwa w systemie opartym na nieustannym wzroście. W kolejnych pokoleniach Lehmanów coraz wyraźniej widać moment, w którym rodzinne dziedzictwo przestaje być wartością, a staje się jedynie marką.

Winiarski udowadnia tym spektaklem, że potrafi myśleć o teatrze w sposób niezwykle syntetyczny — łącząc słowo, rytm, obraz i aktorską obecność w jedną, spójną strukturę. Jego debiut w teatrze dramatycznym okazuje się nie tylko udany, ale artystycznie dojrzały.

„Bracia Lehman” są jednym z tych przedstawień, które przywracają wiarę w siłę teatru narracyjnego. Teatru opartego nie na efekcie, lecz na precyzji formy, inteligencji interpretacji i jakości aktorskiego spotkania. To spektakl, który mówi o ekonomii, ale tak naprawdę opowiada o ludzkim pragnieniu przekroczenia własnego losu — i o katastrofie wpisanej w tę ambicję od samego początku.

Deklaracja dostępności