Bracia Lehman
Rozwiązanie już tam jest, trzeba je tylko dostrzec!, Katarzyna Jakubiak, DziennikTeatralny , 30.05.2026r.

Historia Braci Lehman autorstwa Stefano Massiniego, a w tłumaczeniu Joanny Połeć jest literacko nie do podrobienia. Narracja całej sztuki to prawdziwy majstersztyk, prowadzony przez młodych i naprawdę niezwykle utalentowanych aktorów. W rolach głównych możemy podziwiać (nie zobaczyć, podziwiać!) Przemysława Kowalskiego, Mateusza Króla i Szymona Roszaka, którzy pod przewodnictwem reżysera, Oskara Winiarskiego stworzyli dzieło.

Trzygodzinny spektakl, który nie ma nawet cienia nudy? To duże wyzwanie, zostało podjęte i wygrane. Dosłownie zresztą wygrane, bo takiej gry aktorskiej nie widziałam już dawno, nawet u bardzo doświadczonych artystów.

Każdy z aktorów wciela się w wiele postaci i robi to fenomenalnie. Od zalotnej panny na wydaniu, przez imigranta umęczonego długą podróżą, najmłodszego z braci, zbuntowanego syna i wiele innych i to wszystko jeden, młody aktor? Na dodatek budzący w zależności od potrzeb zupełnie skrajne emocje? Ziemniak, najmłodszy z braci Lehman – Przemysław Kowalski.

Najstarszego z trio Lehman, Henry'ego zagrał Mateusz Król, mający na swoim koncie wiele ról zarówno teatralnych jak i filmowych, więc o debiucie nie może tu być mowy, ale zadanie w postaci wykreowania tak wielu osobowości ukazuje prawdziwy talent i możliwości aktorskie, a nie każdy projekt je stwarza.

I trzeci, średni z braci, Emanuel – w tej roli Szymon Roszak podobnie jak pozostali aktorzy, wcielający się nie tylko kluczową postać, ale także polityka, a nawet małe dziecko. Warto podkreślić, że sztuka, w której trzech aktorów gra po kilka postaci, w tym przypadku nie jest tylko dodaniem rekwizytu czy charakteryzacją, aktorzy pozostają wizualnie tacy sami, a właśnie samą grą wprowadzają widza w świat innej postaci, jej emocje, uczucia i historię. To złożony proces i bardzo interesujące dla widza doświadczenie.

Żeby jednak nie pozostać wyłącznie w sferze gry aktorskiej, powróćmy do samej historii Lehman Brothers, która swój początek ma w latach czterdziestych dziewiętnastego wieku, aż po światowy kryzys w 2008 roku, zapoczątkowany właśnie upadkiem najstarszego amerykańskiego banku inwestycyjnego. Ukazana została nie tylko historia rodzinna, słynny slogan od pucybuta do milionera, ale możemy obserwować jak umiejętność dostosowania się do zmieniającego się świata może stworzyć potęgę biznesową na taką skalę.

Wyczucie rynku, odwaga i ciężka praca są niezbędne do osiągnięcia sukcesu i to właściwie w każdej dziedzinie. W oparciu o losy rodziny Lehmanów, możemy uzmysłowić sobie jak zmienił się świat, a równocześnie jak pozostał taki sam, bo zawsze rządził pieniądz, najbogatsze rodziny tworzące globalne organizacje, od których chcąc czy nie zależy każdy z nas. A czy ma tego świadomość, to już zupełnie inna sprawa.

Spektakl oprócz wzruszającej, mocnej opowieści stawia nas też do pionu, bo jeden dzień na giełdzie zmienił losy świata od tych najbogatszych, bo najuboższych. Świat jest całością, mechanizmem, złożonym z trybików. Jak jednego zabraknie, jak domino, lecą pozostałe.

Za scenografię, kostiumy i reżyserię światła odpowiada Marek Idzikowski. Wszystko oparte na wyobraźni widza, na grze światłem i kilku rekwizytach, które w rękach aktorów, w zależności od potrzeb są bawełną, węglem, czy dziecięcą zabawką. Monochromatyczna scenografia, a zadziwiająco trafna. Bez zbędnej feerii barw tak popularnej teraz w spektaklach, gdzie widz zostaje przytłoczony.

Tu, skupiamy się na opowiadanej nam historii. Wyobrażamy sobie ten żółty napis, o którym wielokrotnie wspomina jeden z braci Lehman, przechadzamy się wśród pól bawełny czy jedziemy koleją, która stała się ważną inwestycją w dziejach Lehmanów. To wszystko ulotne i tylko oczami własnej wyobraźni możemy je zobaczyć. Ma to ogromny urok, bo zmusza widza, który na co dzień jest przebodźcowany do wejścia w świat, który tylko on sam może zobaczyć, a nie jest mu zaprezentowany namacalnie. Bardzo dobre rozwiązanie i duże brawa dla scenografa.

W ogóle duże brawa dla wszystkich twórców, bo w dobie szaleństwa na scenie, ogromu zastosowanych technologii nagle wchodzimy w historię trzech braci, przybywających z Bawarii do Stanów Zjednoczonych, którzy nie mają nic, a zdobywają wszystko.

Trzy godziny patrzymy na trzech aktorów, jednobarwną scenę z żółtym napisem kreującym się w naszej wyobraźni i jesteśmy ciekawi. Nie tyle ich życia, bo większość zna chociaż pobieżnie historię Lehman Brothers, ale jesteśmy ciekawi tego świata, który zatonął jak Titanic, a przecież miał być niezniszczalny...

Deklaracja dostępności