Bracia Lehman
Bracia Lehman Teatr Współczesny w Warszawie, Alina Ert - Eberdt, SegragatorAliny, 5.06.2026r.
Nie byłoby tego, od razu powiem, znakomitego przedstawienia w Teatrze Współczesnym w Warszawie, gdyby dyrekcja teatru nie ogłosiła „Konkursu dla reżyserek i reżyserów na początku drogi zawodowej”, w którym nagrodą jest wystawienie na Scenie w Baraku sztuki w reżyserii laureatki (-ta). I gdyby nie stanął w szranki Oskar Winiarski.
Oskar Winiarski po szkole średniej w Mediolanie i studiach aktorskich na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie wrócił do Włoch i występował w przedstawieniach granych w kilku teatrach włoskich, m.in. w Piccolo Teatro di Milano. W tym czasie Luca Ronconi wyreżyserował na tej scenie właśnie Braci Lehman. Wtedy, tj. w 2017 roku, Winiarski dowiedział się tylko, że istnieje ta sztuka. Niedługo potem, już jako student reżyserii w warszawskiej Akademii Teatralnej, obejrzał ją w adaptacji Bena Powera w National Theatre w Londynie i zachwycił się nią. Kiedy więc usłyszał o konkursie Współczesnego, poprosił o przetłumaczenie adaptacji Powera Joannę Połeć – swoją koleżankę ze studiów aktorskich i przyjaciółkę. I przedłożył tę sztukę jurorom konkursu.
Myślę, że niejeden dyrektor teatru chciałby mieć w repertuarze taką perłę. Wydana we Włoszech w 2016 roku książka Stefano Massiniego Qualcosa sui Lehman (na podstawie której powstała sztuka teatralna) była na Półwyspie Apenińskim bestsellerem i otrzymała wiele nagród. A inscenizacja z National Theatre została przeniesiona na West End i Broadway, gdzie w 2022 roku otrzymała nagrodę Tony dla najlepszej sztuki.
Historia braci Lehman, jak to się mówi, sama prosiła się o opisanie. Lehmanowie byli żydowskimi emigrantami z Bawarii. Najstarszy z braci przypłynął do Stanów Zjednoczonych w 1844 roku. W niedługim czasie dołączyli do niego, najpierw brat środkowy, a niebawem najmłodszy.
Zaczynali swój amerykański sen od prowadzenia niedużego sklepu z garniturami w Alabamie. Sukcesywnie przebranżawiali się. Nie zawsze szło gładko. Wiatr nie raz wiał im w oczy (czytaj: żywioły natury i wiatr historii), ale potrafili za każdym razem dostrzec w przeciwnościach perspektywę na sukces.
Ich synowie i wnuk zrezygnowali z handlu towarami na rzecz działalności inwestycyjnej. Mieli odwagę wchodzić w nieznane, na przykład inwestowali w innowacyjne firmy na wczesnych etapach rozwoju. Wyłożyli kasę na przekopanie Kanału Panamskiego. Kto później czerpał z tego zyski – chyba nie trzeba dopowiadać?
Po śmierci w 1969 roku ostatniego przedstawiciela rodziny (wnuka emigrantów z Bawarii) firma Lehman Brothers nie przestała prosperować. W apogeum świetności przekształciła się w czwarty co do wielkości bank inwestycyjny w USA. Jego upadek w 2008 roku pociągnął za sobą kryzys finansowy, który objął cały świat.
Przedstawienie we Współczesnym składa się z trzech części obejmujących 164 lata. Pierwsza ukazuje początki interesu, druga okres prosperity na giełdzie, trzecia – stopniowe wchodzenie w erę cyfrową.
Dzięki inwencji scenografa i reżysera światła Marka Idzikowskiego na niewielkiej przestrzeni Sceny w Baraku, za pomocą prostych, a zarazem bardzo teatralnych rekwizytów i fantastycznie dobieranych świateł udało się wykreować i stację Ellis Island, i wnętrze fabryki bawełny, i Wall Street, i pomieszczenie giełdy, i wiele innych scenerii. Dowiedziałam się, że Idzikowski wybrał się po inspirację m.in. do Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.
Słowa najwyższego uznania należą się wszystkim trzem aktorom, z których każdy gra po kilka postaci, również kobiecych. Tekst tej sztuki, i tu też dobre słowo pod adresem tłumaczki, daje szansę aktorom pokazania najrozmaitszych aktorskich środków wyrazu. Mateusz Król, Szymon Roszak i Przemysław Kowalski nie zmarnowali tej szansy. Chylę czoło przed ich kunsztem. Obsada była wyborem Oskara Winiarskiego, który miał świadomość, że sukces tego przedstawienia opiera się na aktorskiej wirtuozerii. Warto wiedzieć, że był to jego pierwszy wybór, innego w ogóle nie brał pod uwagę. I miał nosa! Ja, tak jak on, też widziałam tych aktorów w innych przedstawieniach Współczesnego, ale wcześniej nie zachwycili mnie tak, jak teraz w Braciach Lehman.
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, to przedstawienie nie opowiada tylko o dochodzeniu do niewyobrażalnie wielkiego majątku. Akcenty są rozłożone na więcej rzeczy. Na poszukiwanie tożsamości, na marzenia, na więź rodzinną, a także na cynizm i ignorowanie wartości w biznesie, zwłaszcza tych wartości, które wywodzą się z tradycji. Bracia Lehmanowie, kiedy ich poznajemy na początku sztuki, nie mają nic, ale mają siebie. Poczucie ciepła i wzajemnego oparcia, wynikające z więzi braterskiej. Ich sukcesorzy dysponują gigantyczną fortuną, można powiedzieć, że mają wszystko, ale czują się wydrążeni z emocji, z energii, z motywacji.
Na przedpremierowym spotkaniu z dziennikarzami Oskar Winiarski powiedział nam, że widzi pewne podobieństwo między Lehmanami a Polakami w pierwszych latach po upadku komunizmu, cieszącymi się perspektywą lepszego życia i chłonącymi wszystko, co napływało wtedy do Polski z Zachodu. Zwłaszcza z Ameryki. Był wtedy dzieckiem, ale dobrze pamięta radość z picia coca-coli i urodzin świętowanych w McDonaldzie.
Przymiotnik «amerykański» – to już dodaję od siebie – zawsze był w Polsce synonimem najlepszości. Kiedy staliśmy się częścią świata zachodniego, bezkrytyczny zachwyt stopniowo słabł, zarówno w odniesieniu do dóbr materialnych, jak i zasad postępowania. I zaczął podlegać rozsądnemu przewartościowywaniu.
W Braciach Lehman każdy będzie miał inne asocjacje prowadzące do teraźniejszości. W mojej ocenie – to jedna z najlepszych premier spośród tych, które widziałam w warszawskich teatrach w kończącym się sezonie.
