Chłopki
Wszyscyśmy z chłopek. Fenomen na całą Polskę, Marta Ossowska, WP Kultura, 16.04.2026r.

W ciągu trzech lat od premiery reportażu Joanny Kuciel-Frydryszak tysiące Polaków dały się porwać chłopomanii i zaczęły zgłębiać rodzinne historie. Nic więc dziwnego, że "Chłopki" doczekały się kolejnej adaptacji na scenie. Ekipa Teatru Współczesnego bierze co najlepsze z oryginału, dodając bardzo osobisty wątek. Efekt końcowy powala na kolana.

Fenomen "Chłopek" w mojej rodzinie uderzył najpierw mnie, potem moją siostrę, mamę i ciotki. W końcu każda z nas od dzieciństwa słuchała historii kobiet o trudach pracy na roli, wojnie, zsyłce pradziadka na Sybir. Wiele z tego, o czym pisze Kuciel-Frydryszak, wydało się nam bliskie. Tym bardziej jak obuchem uderzył mnie początek spektaklu Sławomira Narlocha, który zapoznał widzów z nagraniami opowieści życia jego prababci Heleny Pluty z Nowych Prus - wioski oddalonej o zaledwie 60 km od Królów Lasu, miejsca pochodzenia mojej prababki. 

Powracający głos seniorki, która cieszyła się doskonałą pamięcią i zdrowiem przez 105 lat, okazał się świetnym zabiegiem dramaturgicznym, spajającym narrację ku jasnej stronie. "Chłopki" można by bowiem interpretować jako systemowy akt oskarżenia i piekło kobiet, ale też obraz ich siły, hardości i nieustającej nadziei na polepszenie losu swojego lub swoich dzieci. Reżyser zręcznie wypośrodkował wszystkie te elementy, kładąc nacisk na to, by naszym zadaniem było wysłuchanie tych, które wcześniej nie były wystarczająco słyszane.

W spektaklu jest zatem miejsce na opowieść kilkuletniej gęsiarki marzącej o byciu krową, by każdy ją cenił i uważał za dobrą. Są historie uciemiężonych służących, harujących po 18 godzin na dobę, panicznie pilnujących, by nie wykonać ani jednego gestu, który rozzłości państwa. Przywołane zostają dramatyczne obrazy przemocy, w tym seksualnej, depresji i myśli o ostateczności. Ale na scenie zaistniał też entuzjazm płynący z umiejętności czytania i pisania, poznawania nowych obyczajów z radia czy od nauczyciela.

Sztuka ta nie udałaby się bez fenomenalnego zespołu aktorskiego. Marcin Stępniak w roli dorosłego prawnuczka wnosi energię i ową uważność słuchania, która kształtuje całą opowieść. Jednocześnie to na jego barkach spoczywają wszystkie kreacje męskie - zarówno księży, panów, braci, złych, jak i dobrych mężów. Aktor podołał temu karkołomnemu zadaniu. Agnieszka Pilaszewska uosabia nerw robotnicy udręczonej, w przeciwwadze do której występuje Ewa Porębska w roli zbuntowanej Jadzi, a potem szczęśliwej babci Heleny. Monika Kwiatkowska i Monika Pawlicka początkowo zarażają młodzieńczym entuzjazmem i ciekawością świata, by potem rzewnie przywołać tragizm swoich postaci. Wszystko, co bolesne, trudne i niewybaczalne, w poruszający sposób oddały na scenie Elżbieta Zajko, Kinga Tabor i Natalia Stachyra. 

Brawurowe, jakże odmienne trzy kreacje stworzyła Joanna Jeżewska. Każda z jej postaci ma jednak w sobie pewną hardość i wytrwałość - zarówno uboga, owdowiała Maria, która poświęci wszystko, by wykształcić syna na księdza, jak i pani Konstancja Zieja, która za sprawą życiowego sprytu i dostępu do edukacji uczyni wiele, by nie okazać się gorszą w oczach zazdrosnej sąsiadki.

Równie skuteczna jest jako… Matka Boska, która wcale nie góruje nad chłopkami, tylko ramię w ramię narzeka z nimi na chłopów, pije wódkę i wyciąga pomocną dłoń w chwilach rozpaczy. Maryja w wykonaniu Jeżewskiej jest ludzka, bo przecież i ona powiła dziecko w ubogim żłobie, tułając się po świecie i czekając na litość. I często to ona jest jedyną powiernicą najbardziej utrudzonych.

Tym, co czyni "Chłopki" widowiskiem, jest oprawa wizualno-muzyczna. Od początku spektaklu pełnoprawnymi twórczyniami na scenie są skrzypaczka Wioletta Jakubiec, wiolonczelistka Katarzyna Stasiewicz i akordeonistka Anastazja Gizińska, których muzyka autorstwa Jakuba Gawlika subtelnie (choć momentami z mocą) uzupełnia narrację. Nie brakuje też ludowych przyśpiewek i wokalnych wyznań bohaterek. Kilkukrotnie chór bab daje się porwać w chocholi taniec, który za sprawą kostiumów, gry światła i scenografii budzi wręcz filmowe skojarzenie. A mimo to spektakl wciąż sprawia wrażenie kameralnego, intymnego doświadczenia, które na długo zostaje w pamięci.

Deklaracja dostępności